Jak Sudańczyk znalazł pracę w Grudziądzu, w którym jest wysokie bezrobocie

05:00 sob. 03-07-2010 — agad

A A A

Jak Sudańczyk znalazł pracę w Grudziądzu, w którym jest wysokie bezrobocie

Sudańczyk znalazł pracę w Grudziądzu, tutaj też się zakochał

- Tutaj znalazłem też żonę - rozmowa z ALIM SIRAGEDIENEM, Sudańczykiem, który zamieszkał w Grudziądzu.

- Jak to się stało, że ze stolicy Sudanu - Chartumu, odległego od nas o ponad cztery tys. km, przeniosłeś się do Grudziądza?
 

- Poznałem grudziądzankę, Justynę, która została moją żoną. A znalazłem ją... w internecie, kiedy pracowałem w Egipcie. Po ukończeniu ekonomii na Uniwersytecie w Chartumie, najpierw angażowano mnie do prac badawczych na uczelni. Później przeniosłem się do Kairu, stolicy Egiptu. Tam zająłem się tłumaczeniem tekstów w internecie - z arabskiego na angielski i odwrotnie. Z kolei Justyna próbowała tłumaczyć teksty z rosyjskiego na angielski. Zaczęliśmy rozmawiać w sieci, na "taking it global".

- Można kogoś dobrze poznać przez internet?

- Można się o drugim człowieku dużo dowiedzieć, jeśli pisze on o sobie prawdę. My byliśmy wobec siebie od razu szczerzy. Powiedzieliśmy sobie nawzajem bardzo dużo. Choć dzieliły nas tysiące kilometrów, staliśmy się sobie bliscy.

- Gdzie spotkaliście się - już na żywo - pierwszy raz?

- Pięć lat temu, w Kairze. Justyna przyjechała, a ja od razu czułem, że to dziewczyna, którą chciałbym poślubić.

- Jak twoi rodzice przyjęli fakt, że przenosisz się do Polski?

- To dla nich było trudne, bo rodzinne więzi w Afryce są bardzo silne. Jednak życzyli mi powodzenia. Prosili, bym pilnował swoich planów i realizował je. Teraz przez internet kontaktuję się z rodziną.

- Pierwsze polskie miasto, jakie poznałeś, to właśnie Grudziądz?

- Tak. Cały Grudziądz to jak jedno osiedle w Chartumie, który jest bodaj trzy razy większy od Warszawy. Jechałem do Polski bardzo pozytywnie nastawiony. Już w samolocie spotkałem Polaków, z którymi od razu "nadawaliśmy na jednej fali". A pierwsi grudziądzanie, których poznałem - tak samo. Świetni ludzie. Bezpośredni, życzliwi i gościnni.

- Znalazłeś tu drugi dom?

- I wspaniałych teściów! Co za przypadek, że ojciec mój i Justyny, tak samo pracowali w wojsku, zajmując się szkoleniem, a na emeryturze podjęli pracę w firmach ochroniarskich! Mój - w Sudanie, jej - w Polsce. A mama Justyny to najlepsza teściowa, jaką sobie tylko można wyobrazić.

- Jak znalazłeś pracę w Grudziądzu, gdzie jest bardzo wysokie bezrobocie?

- To było wielkie wyzwanie. Najpierw nawet roznosiłem ulotki, aby zarobić pierwsze pieniądze. Przekonany, że trzeba mieć pomysł na to, co się chce robić w życiu, założyłem z czasem szkołę językową, a teraz pracuję nad koncepcją pionierskiej firmy. Zamierzam wykorzystać całkiem nowe technologie. Może to być niespodzianka nie tylko na skalę grudziądzką.

- Czyli - zaaklimatyzowałeś się i ciepło u nas przyjety, czujesz się już grudziądzaninem.
 

- Tak, ciepło mnie przyjęto, ale przyjechałem akurat w grudniu 2005 roku, w straszną zimę! Wcześniej lód i śnieg widziałem tylko w telewizji i lodówce. W mroźne dni, jeśli nie musiałem, nie wychodziłem z domu. Dla mnie pór roku w Polsce jest pięć: wiosna, lato, jesień, zima i... epoka lodowcowa.
 

- Z czym jeszcze, całkiem nowym, musiałeś się oswoić?

- Inaczej świętujemy, inne są relacje w rodzinach i różne obyczaje.
 

Czytaj też: AAA jest praca dla pań! Poszukiwane są kochanki, tancerki w nightclubie, towarzyszki podróży

Czytaj też: Cichy zabójca czai się w pracy

Rozmawiała MARYLA RZESZUT
maryla.rzeszut@pomorska.pl
Twoja ocena: Brak Średnia: 3.5 (8 votes)

Komentarze

jak to znalazl? chyba nie znalazl....

he he dobre na moje to nie znalazl pracy tylko stworzył miejsce pracy bo takowej w Grudziadzu nie uświadczysz za godziwe pieniądze (mowa o 1,5-2 tys na reke za 8 godzin pracy dziennie (40 w tygodniu)). Ciezko nazwac praca roznoszenie ulotek gdzie za wiele nie mozna zarobic niestety bo w tej branzy obowiazuje system niewolniczy...